— Niech pan nie bluźni. Umarł tak młodo. Miał zaledwie trzydzieści lat Żyliśmy ze sobą tylko cztery miesiące.
Gniewosz przystąpił do niej i ujął łagodnie jej ręce.
— Biedna — powtórzył parę razy cicho. — Choroba?
— Nieszczęśliwy wypadek. Umarł nagle przy budowie.
Puścił jej ręce.
— Dawno?
— Dwadzieścia sześć lat temu.
Znów spojrzał jej w twarz z serdecznym współczuciem.
— Ile pani musiała przecierpieć! Taka młoda, dziecko prawie.
— Tak. Wychodząc za mąż, miałam zaledwie 16 lat.