— A gdzie szafka biblioteczna? — zapytał nagle. — Szafka oszklona z zieloną firanką? Stała tu pod oknem.

Krystyna patrzyła na niego niemal przerażona.

— Stała tu rzeczywiście do niedawna — odpowiedziała, przezwyciężając uczucie nagłego lęku — lecz kazałam przestawić tam, koło pianina. — Ale skąd pan wie o tym, panie Janku?

— Mam wrażenie, że znam to wnętrze od dawna, że byłem tu już kiedyś, że poznaję te sprzęty, meble, wszystko... Jakbym wracał po latach do własnego domu...

— To niemożliwe — wyszeptała, ściskając mu kurczowo rękę. — Od dwudziestu sześciu lat nie przestąpił progu tego pokoju żaden mężczyzna. Pan jesteś tu pierwszym.

— Tym dziwniejsze — a jednak prawdziwe. Więc tam, koło pianina. Tak — teraz widzę ją.

Postąpił ku szafce.

— Na półce górnej, po lewej, przy samej ścianie powinien być tom poezji Leopolda Staffa.

Otworzył i zajrzał do wnętrza.

— Jest! — zawołał radośnie. — Jest!