— Ludu mój! — przemówił. — Oto biały człowiek, zesłany wam przez wszechmocnego Manu51, by stał się po mnie pośrednikiem między wami a duchami z tamtego brzegu. Bo widziałem na jego głowie spoczywające ręce zmarłych moich poprzedników, a waszych władców. Od dziś dnia nazywać go będziecie Itonguarem, czyli kochankiem duchów, i czcić go będziecie jako tego, którego umiłowały nasze aumakna52.

Oczy króla zatrzymały się znów na Gniewoszu, mocne, niemal surowe.

— A ty, Itonguarze, pomnij na wolę bogów i pełnij ją do końca dni swoich, jak na oblubieńca duchów przystało. Biada ci, jeżeli zapragniesz uchylić się od nałożonego na cię obowiązku. Pamiętaj, biały człowieku, że z dniem dzisiejszym zostałeś przyjęty do grona dzieci tej ziemi i podlegasz odtąd jej prawom. Dzień, w którym ośmieliłbyś się przełamać ich żelazny pierścień, stanie się dniem twojej zguby i potępienia. Bogowie ocalili ci życie i wyrzucili na tę ziemię, ażebyś służył braciom swoim w sprawach wyższych, byś przywrócił znów przerwany przez wiek mój i chorobę związek Itonganów z krainą zaświatów. Takim ma być odtąd cel twój, Itonguarze, i przeklinam cię, jeżeli zejdziesz z drogi, którą ci przez usta moje ukazują duchy zmarłych.

Położył drżącą rękę na ramieniu Gniewosza i długą chwilę wpatrywał się weń głęboko. Potem opadł znużony w siedliszcze i mętne już, przesłonięte mgłą oczy utkwił w twarzy kapitana.

— A ty, biały bracie — mówił słabym, urywanym głosem — który zdajesz się być jego przyjacielem, będziesz jednym z naszych wodzów i tłumaczem słów Itonguara, dopóki ten nie opanuje mowy dzieci tej ziemi. Witam cię, wodzu i towarzyszu broni, pod imieniem Atahualpy.

Peterson skłonił się i przemówił krótko w tonie równie uroczystym.

— Wielki królu i kapłanie plemienia Itongo! W imieniu własnym i obecnego tu przyjaciela mego Itonguara zapewniam cię i lud twój, że włożone na nas obowiązki i zadania spełnimy i dołożymy wszelkich starań, by pozyskać serca naszych nowych braci.

Gromki okrzyk zadowolenia i szczęk tarcz uderzonych włóczniami na znak entuzjazmu były odpowiedzią na słowa kapitana.

— Niech żyje Itonguar, oblubieniec duchów! Niech żyje wódz Atahualpa, jego przyjaciel!

Dla zacieśnienia węzłów młodego przymierza podano w naczyniach z tykwy napój „mate”, rodzaj naparu z liści prażonych krzewu podobnego do herbaty. Pito ją kolejką przez rurkę trzcinową „bombilla”, podawaną z ręki do ręki. Pierwszy łyk wciągnął Atalanga, po czym odsunął naczynie z nalewką ku itonguarowi. Po nim pił Atahualpa i z kolei chciał wręczyć bombillę Marankagui. Lecz Wielka Medycyna odmówił.