Do uczty zasiedli najpierw członkowie Rady Dziesięciu, wodzowie i kapłani. Tymczasem młódź płci obojej odprawiała pląsy. Wojownicy, natarci w krzewach przez niewiasty tłuszczem i farbami, w płaszczach z kangurów, strojni w pióra strusia emu i kakadu, w perukach z włókien roślinnych, z włosami upudrowanymi na czerwono, zatoczyli szeroki krąg taneczny „korroboro”. Potrząsając groźnie dzidami i pochodniami, zaczęli od strojenia min potwornych, by powoli przejść w tempo dzikiego, wojennego pląsu. Po „korroboro” przyszła kolej na taniec „duk-duk”. Odtańczył go drugi zastęp młodzieńców, gdy tamci znużeni podeszli do stołów. Przy dźwiękach kaury i garramuty nadzy tancerze w maskach z czaszek zwierząt, tzw. „kowarsach”, nacierali na siebie tarczami z wyciętym na nich wizerunkiem drzewa totemowego pandanu i uderzywszy puklerzem o puklerz, rozbiegali się z okrzykiem bojowym na linię tanecznej peryferii.

Przyszła kolej na dziewczęta. W przepaskach z delikatnej jak batyst kory kryjących części sromne, w czarnych mantillas57 zarzuconych fantastycznie na plecy i głowy, ze złotymi grzebieniami wpiętymi we włosy, poszły w taniec falą ciał gibkich, ciemnobrązowych. W leniwych skrętach wiły się ich torsy wydatne, o piersiach stromych, kształtu gruszek, kołysały biodra rozwodziste, bujawe58, krzyżowały się łydki sprężyste, o konturach smukłych, młodych antylop.

Taniec był szczególny. W przeciwieństwie do dzikich skoków i rzutów mężczyzn tchnął miękkim wdziękiem i hamowaną dyskretnie lubieżnością. Było w nim coś z hiszpańskiego fandango59, szerokiego gestu habanery60 i chilijskiej cueca61.

Peterson miał chwilami wrażenie, że przypatruje się pląsom uroczych południowoamerykańskich Kreolek, tańczących na towarzyskich tertullas62 gdzieś w Limie, Arequipa czy Caracas, lub że uczestniczy w ludowej zabawie na pograniczu Peru i Boliwii i podziwia rozchybotane w tanecznym szale, przy dźwiękach gitar i mandolin palące cigarillos63, półkrwi hiszpańskiej seniority.

Trącił łokciem stojącego obok w zadumie Gniewosza:

— John, to ładne, co? Nawet bardzo ładne?

A po chwili:

— Słuchaj, John — ten pierwszy taniec, męski — to była Polinezja — ten drugi — to Południowa Ameryka, to kultura taneczna prastarych Indian może z czasów Inków lub Tolteków64, zmieszana z rytmem krwi hiszpańskiej.

Inżynier nie zdążył z odpowiedzią, bo czyjaś ręka mocno, choć łagodnie odciągnęła go w inną stronę. Odwrócił się i spostrzegł Huanakę. Starzec spoglądał na białych porozumiewawczo i znakami dawał do poznania, że pragnie pomówić z nimi na osobności. Usłuchali wezwania i podeszli z nim ku upłazowi65 pod jednym z kurhanów, okrytemu cieniem żałobnej kazuariny. Tu usiedli. Kapłan patrzył w milczeniu na biesiadników i tancerzy w pośrodku cmentarza, a potem nie odwracając oczu od obrazu, rzekł do Petersona:

— Bracie Atahualpo, słuchaj uważnie, co powiem, i w chwilach przerwy tłumacz Itonguarowi znaczenie słów moich. Bo przeznaczone są dla niego.