— Więc oni będą przewodnikami — odparł itonguar i zwrócił się do Rady Dziesięciu: — Wodzowie Itongo, czy możecie wskazać nam ludzi sposobniejszych?

Milczenie zatwierdziło wybór. Wystąpił arcykapłan Huanako.

— Mężowie plemienia Itongo — rzekł głęboko wzruszony — kapłani, wodzowie i wojownicy! Trzydzieści dni temu duch króla Ayakuczo odszedł na słońce. Opuścił nas władca i ojciec, nie pozostawiając syna — następcy. Był ostatnią odroślą wielkiego rodu, który się od boga wywodził. Od dni trzydziestu jesteśmy jak owce bez pasterza. Zwyczajem przodków naszych było nazajutrz po śmierci króla przystępywać do obioru nowego. Teraz stało się inaczej i ważka sprawa pozostała w zawieszeniu aż do dnia dzisiejszego. Może tak i lepiej. Może wahanie się starszych wyjdzie na dobre ludowi. Bo zaprawdę w trudnym znaleźliśmy się położeniu. Ojcowie nasi powierzali tę najwyższą w narodzie godność mężowi, który łączył w swej osobie cnoty wodza i przymioty itonguara. Takim był Ayakuczo, takim ojciec jego, Lahore, takim dziad Jefnares i pradziad Kastambo. Lecz ród ten wymarł. Mężowie Itongo! Któż dziś jest najgodniejszym ich następcą? Kto w sposób cudowny łączy męstwo i mądrość wodza z tajemną władzą rozumienia świata duchów i zmarłych? Czyż naprawdę nie ma między nami takiego męża? Itonganie? Kto ostrzegł nas przed zdrajcą i przygotował do boju? Kto w dniach trzydziestu dokonał dzieła niesłychanego u nas od wieków? Kto wystawił armię bitną i sprawną w obrotach, jak koło garncarskie w rękach mistrzowskiego zduna? Kto zaopatrzył tę armię w spiżę na całe miesiące i wyposażył w nowy rodzaj broni?

— Itonguar! Itonguar! — przerwały mu entuzjastyczne okrzyki.

— Wyście powiedzieli — podjął starzec, opanowując wrzawę gestem ręki. — Niech się stanie wedle woli waszej. — Rado Dziesięciu, zatwierdź przez powstanie wolę ludu!

Chwilę po wezwaniu starca trwała naprężona cisza. Oczy wojowników spoczęły wyczekująco na starszyźnie. Lecz niedługo czekali. Pierwszy powstał z miejsca najdzielniejszy z wodzów, Izana, po nim najdoświadczeńszy, Ngahue, za ich przykładem poszedł Ksingu i wszyscy inni bez wyjątku.

Wtedy Huanako położył rękę na ramieniu itonguara i rzekł wśród uroczystego milczenia:

— Rada Dziesięciu i lud plemienia Itonganów Jasnych wybiera cię swym królem. Odtąd będziesz się zwał Czandaurą, czyli Darem Duchów.

Tu arcykapłan odwrócił się twarzą ku ludowi i zawołał wielkim głosem:

— Król Czandaura niech żyje!