— Oby go żywcem odarł ze skóry pan borów, Tane-Mahuta!

— Dziecko mi urzekł!

— Zdrajca Marankagua! Fałszywy czarodziej!

— Krowom moim odmówił mleko!

— Złajnik!

— Parszywy pies mu kobongiem82!

Lawinę okrzyków wstrzymał itonguar powtórnym uderzeniem w pawęż. Uciszyli się, a on zakończył:

— W porozumieniu z przyjaciółmi moimi, a wodzami waszymi, Atahualpą i Izaną, radzę wam, wojownicy Itonganów, wybrać teraz kilku ludzi znających dobrze przesmyki prowadzące ze stoków północnych łańcucha gór na południe, w kraj naszych wrogów. Przewodnicy ci poprowadzą dwa bitne oddziały, złożone z najdzielniejszych, i urządzą zasadzkę.

Po tych słowach wystąpił z grona wodzów doświadczony w boju Ngahue i skłoniwszy się, odpowiedział:

— Umiłowany przez bogów i mężów, Itonguarze! Dwóch znam tylko ludzi, na których w tej ważkiej sprawie polegać można: Izanę i Ksingu. Oni tylko znają góry z tej i tamtej strony jak myśliwy swoją tajstrę i skaczą ponad czeluściami przepaści jak skalne antylopy.