Chętnie byłbym się posunął dalej po rzece, która jakby wstęga szeroka otwiera wygodną drogę w głąb, czas jednak drogi. Nie tu leży nasze pole działania, lecz dalej na południu, więc trzeba się było ograniczyć na dwudziestomilowej wycieczce i nawrócić, zanim słońce zajdzie, do pobliskiej plantacji, należącej do jednego z przyjaciół p. Travisa, plantatora i farmera p. Ducoursy, by tam spędzić noc i jutro z brzaskiem rozpocząć drogę nazad do Monrowii.

Słońce zachodziło. Zmroku tu prawie nie ma na południu, noc następuje niezwłocznie, a więc spieszyć się trzeba. Silniej też uderzyły wiosła; majtkowie nasi i najęci Krumani na wyścigi pracować zaczęli i za chwil kilka stanęliśmy w jednej z największych plantacji Liberii.

Z piętrowego, przyjemnie i czysto wyglądającego domku o obszernej werandzie wyszedł ku nam gospodarz, p. Ducoursy, czarny plantator, zapraszając uprzejmie do siebie na noc.

Z wdzięcznością przyjąłem propozycję, lecz zanim wejdziemy do jego wygodnie urządzonego mieszkania, skorzystajmy z ostatnich chwil dnia dla zwiedzenia plantacji.

Po prawej stronie domu stały zabudowania przeznaczone dla robotników Krumanów oraz wielka murowana platforma, jaką się tu zwykle zauważa; służy ona do suszenia ziarn. Naokoło zaś zabudowań ciągnęły się z jednej strony plantacje kawy, z drugiej rozległe pola trzciny cukrowej, a pomiędzy nimi stały domy zawierające parową maszynę (lokomobilę), prasę cukrową z kotłami oraz destylarnię rumu.

Wszędzie, gdzie pomiędzy zwrotnikami podróżnik napotka plantacje trzciny cukrowej, tam znajdzie on połączone owe dwie gałęzie zużytkowywania jej: alembik263 destylacyjny oraz prasę cukrową. Podczas gdy sok wyciśnięty po wygotowaniu krystalizuje się wprost, dając nieoczyszczony cukier, biorą resztki melasy i wyciśnięte kawały trzciny do alembiku do przedestylowania. Resztki te dają rum Anglików, gorszego gatunku, służący do handlu z krajowcami przeważnie.

Głównym artykułem dochodów p. Ducoursy jednakże była kawa, której rocznie wysyłał bardzo znaczną ilość.

Poświęćmy kilka chwil temu artykułowi handlu, który dostarcza wszędzie tak powszechnie znanego napoju, stanowczo dziś zaaklimatyzowanego na zachodnim brzegu Afryki, gdzie ożywia on znacznie rynek eksportacyjny Liberii.

Roślina sadzi się najpierw do urządzonego ogrodzenia lub otrzymuje się w nim z ziarna, a gdy podrośnie na tyle, że może bez zbytniego narażenia być rozsadzona na plantacje, wtedy przed porą deszczową przenoszą młode drzewka, sadząc je w prostych liniach, zwykle o 10 stóp jedną od drugiej. Dopóki drzewka są młode, sadzą częstokroć banany pomiędzy takowe dla ochrony słabych jeszcze roślin. Następnie, gdy drzewka podrosły, oddalają opiekuńcze krzewy i plantacja przedstawia regularne rzędy zielonych drzew o owalnych, zaostrzonych nieco liściach. Właściwej wyłącznej pory, w której by owoce dojrzewały, nie ma wcale: na drzewku kawowym zauważa się zwykle równocześnie kwiaty, owoce zielone i dojrzale gałki pomarańczowego koloru. Po trzech latach drzewka dają tyle, że opłacają koszta urządzenia, rzeczywiste zaś i wielkie ich zyski rozpoczynają się po pięciu latach.

Owoc przedstawia gałkę wielkości wiśni podługowatej i jakby zrośniętej z dwóch połówek. Rozłupawszy te połówki, zauważa się w każdej jedno ziarno kawowe, które otrzymuje się atoli dopiero po rozbiciu dość twardej skorupki, otaczającej każde ziarno z osobna, a następnie trzeba jeszcze zdjąć trzecią, cienką powłokę. U p. Ducoursy łupinki te obierali Murzyni ręczną pracą, choć istnieją dla zdjęcia każdej oddzielne maszyny. Roślina ta, której pierwotną ojczyzną była Arabia, rozpłodziła się dziś po całej strefie gorącej. Napotykamy ją tu, w Afryce, w Ameryce: przeważnie na wyspach Ameryki Środkowej, w Azji: na Cejlonie, Jawie, Sumatrze i na Wyspach Filipińskich. Już jednak w proporcji rozszerzenia się kawy zagraża jej i niejeden wróg, a mianowicie brak rąk hodowli. Azja, posiadająca pracowitego kuli264, najmniej uczuwa ten brak, lecz tu, na afrykańskim wybrzeżu, po zniesieniu niewolnictwa to samo zaś w Ameryce — wprost nie ma rąk do pracy. Krajowiec afrykański jest oprócz wspomnionych już kilku plemion i nielicznych innych za leniwy — i bez owoców pozostały wszelkie próby przedsięwzięte w celu zużytkowania go do pracy. Liberia, ojczyzna Krumanów, najpierwsze zająć może miejsce na wybrzeżu afrykańskim pod względem hodowli kawy, wyspy zaś São Tomé i Principe265 w Biafryjskiej Zatoce, które posiadały bogate plantacje za czasów niewolnictwa, obecnie chylą się ku upadkowi. Być może, że i tu, na zachodnich brzegach Afryki, wkrótce zawita kuli jako robotnik — wtedy odżyją te brzegi bogate, dla których nie trzeba nic więcej nad ręce zdolne do pracy.