Wtem ujrzałem dwie łodzie przy brzegu, a niedaleko od nich starego pana Brew, przełożonego osady i zawiadowcę faktorii.

— Ludzi na łodzie! — wrzasnąłem i kilku Murzynów z linami siadło na takowe.

— Do bortu „Łucji”, odciągać od skał! — zawołałem, lecz osłabiony febrą, musiałem się oprzeć o głaz, a wicher uniósł niedosłyszane słowa.

Posłałem powtórzyć je — łodzie ruszyły ku okrętowi, fale jednak nie dały im dopłynąć i po kilku chwilach jedna z nich rzucona została o przeciwległe brzegi wewnętrznej zatoczki. Tymczasem nieszczęśliwy okręt, któremu wicher wyrwał był kotwicę, osiadł nieruchomy wśród skał.

„Bezsilniśmy!” — zawrzało we mnie, gdyż widzieć przed sobą straszny ten dramat, a nie móc nic, nic, nic, wśród dzikiej tej walki, czekać świtu, czekać przez długie godziny — było to męczarnią!

W przystani szamotał się Tomczek z falami — mimo febry i przemoczony do szczętu, próbował on z garścią Krumanów zepchnąć czółno krajowe, by na nim popłynąć za drugą łodzią, wysłaną razem z rozbitą.

— Dość ofiar, Klemensie! — zawołałem stanowczo.

Lecz już czółno jego było na wodzie. Przemocą musieli posłani ludzie odwieść dzielnego towarzysza od poświęcenia pełnego kroku, który już wtedy byłby mi go zabrał na zawsze.

Po godzinie, która zdawała się wiekiem, silny bałwan szarpnął na nowo okrętem, fala przypływowa rzuciła nim jeszcze straszniej o skały, a za chwilę ujrzeliśmy przy nowym błyśnięciu burzy nadpływające grupy załogi „Łucji”.

Ostatnie szarpnięcie strzaskało bort pochylony. Woda zalała wnętrze i nieszczęśliwa załoga rzuciła się w rozhukane fale, szukając przystani. Na długo usiłowania rozbitków były próżne — dzikie bałwany odrzucały czarne ich ramiona od brzegów, miotając nimi wśród bloków i głazów zatoki, a żadnej z brzegu pomocy lub łodzi! Znów ludzka nasza bezsilność palącym przeszyła mnie bólem! Wreszcie dopłynęli — wśród nich biały — był to półmartwy z wycieńczenia kapitan Boutes — jedyny ze starej naszej załogi, który został z okrętem w służbie faktorii jako kapitan. Bez ubrania, nagiego, wyrzuciły go wreszcie fale na piasek przystani.