— On jeszcze nie jest na wolności, ale jest już osądzony. Odsiaduje teraz karę więzienia... — mówił Szczerbic szybko, ze zrozumieniem duszy słuchaczki, jakby ze siebie wyrzucał te szczegóły.
— Panie! — rzekła Ewa z gwałtownym wybuchem — zaklinam pana, niech mi pan powie całą prawdę.
— Daję słowo honoru szlachcica, że mówię prawdę.
— Więc owo więzienie i... te wszystkie sprawy nie są wymysłem?
— Czyim wymysłem?
— Ach! moim wymysłem...
— Rozumiem... rozumiem... Nie, nie są wymysłem. Doszła pani tedy do takich słupów granicznych. Biedna pani, nieszczęśliwa pani...
— Nie jestem wcale biedna! Jestem, jak pan widzi, tylko nisko podejrzliwa i bardzo podła!
— Och, ordynarne wyrazy — na oznaczenie uczuć cennych.
— Cóż jest w tym drugim liście?