— Czy pani jest pewna, że on będzie szukał? Ja nie chcę powiedzieć o nim nic złego — przysięgam pani! — ale sam nie wiem. Mówię tylko o istocie rzeczy. Czy pani jest pewna?
— Widzi pan... Widzi pan... Tego już nie wiem.
— Nieszczęsne, najbiedniejsze!... — szeptał w szale, zbliżając się ku niej, jakby ją ramionami chciał zasłonić od świata.
— Czego pan chce?
— Ja nic przecie — nic a nic! Tak sobie oto mówię.
— Więc po cóż to mówić? Nie wszystko można mówić. Człowiek subtelny nie mówi wszystkiego, co myśli czy tam... czuje, wie...
— Pojadę do kraju, będę w Warszawie, poszukam... Może był u mnie, może tam w mieście... u Żydka...
— Tak, tak! — szepnęła z zaciśniętymi pięściami.
— A może w domu u rodziców...
— Tam niech pan nie chodzi!