— Nie pójdę, nie pójdę!
— A ja cóż mam czynić ze sobą? — spytała z posłuszeństwem.
— Właśnie... Sądzę, że pani... powinna zostać...
— W Nicei?
— Przez czas pewien w Nicei, a gdy tu będzie zbyt gorąco, wtedy na przykład w Montreux, gdzieś w górach Szwajcarii... Pani napisze do mnie do Zgliszcz, dając mi znać. Bez adresu nie mógłbym skierować Niepołomskiego — w razie... Prawda?
— Tak.
— A więc pani napisze do mnie.
— Ależ ja... Niech pan tylko pomyśli... — zawołała raptownie, przypominając sobie. — Zdaje mi się, że pan rozumie, o co chodzi...
Mówił ze spuszczonymi oczami, prawie nie otwierając ust:
— Daję pani słowo, że teraz dla mnie nie będzie stanowiło żadnej literalnie różnicy, gdyż wygrałem, a już więcej grać nie mam ochoty. — Gdym tu jechał — wtedy, wyznaję, było mi trudniej, teraz... pokażę pani...