— Widzi pani — byłem już raz na Korsyce. — Gdyby się pani zgodziła...
— Pojechać tam razem z panem?
— Razem ze mną. Ja bym tam pani opowiedział...
— I tu można bardzo wiele opowiedzieć. Nikt nie przeszkadza.
— Nie, tu podle. Stamtąd — do kraju?
— Cóż pana tak ciągnie do kraju?
— Widzi pani...
— To niech pan sobie wraca.
— Teraz jeszcze nie mogę. Jeszcze śmierć mam w kosteczkach. Szpik w kościach zmarzł. Muszę odtajać.
— Pan jest jakieś niezmierzone czupiradło.