— Chłopy polskie — to tchórze nad tchórzami! — rzecze inny w głupkowatym zapale.
— Polaczek w ogóle — to... Ech, co tam!
— Naprzeciw! — wtrącił jakiś głos północny — po mojemu Polaki... naprzeciw!
— Co pan tam! Łupić kasy, drzeć złotówki z monopolów — byle po ciemku i w zaułkach... Powiedz mi pan, kto teraz wytrzebi to bandyckie morowe powietrze?
— A przyjdzie przyszły porządek — tak on i wytrzebi...
— Dam ja panu porządek!...
— Polaczek, jeżeli już do czego, to do ożenku z posażkiem — o tu dopiero! Niepołomek!
— Sypią teraz parowym stateczkiem w jednej kajucie na Nową Zelandię. Co? Jak pan sądzisz?
— Milady zzuje lakierowane pantofelki, omdlałymi palcami rozepnie gazowy staniczek! Wyobraź pan sobie, jakie ona musi mieć koszule, z jakiego jedwabiu haleczki, kiecuszki, jakie to tam pończochy!
— Szymek, napij się, bo zemdlejesz!