— Za taki milion mogła nakupić w Paryżu fatałaszków.
— No, milion...
— A mówię, że milion...
— Zawsze miałem awersję do tego Niepołoma. Więzień Chillonu! Arogant, deklamator, markiz!
— Każdy argument w dyskusji — to... Zaratustra.
— Dajcie mu pokój! Co się wściekacie, że sprzątnął Milady! Smarujcie go sobie na czarno, a on tymczasem wali w świat i drwi z was wszystkich.
— No, karierowicz, jakich tysiąc! I cóż nowego!
— Niezupełnie. Któryż by z was potrafił przejść taką aferę jak on tę w Rzymie i nie zginąć, nie złamać się na drzazgi, lecz znowu śmiało wejść między ludzi. Wejść po to, żeby się podnieść. I podnieść się rzeczywiście. Teraz zostanie, czym zechce. A to chłop z głową i może zajść daleko.
— No, już wy tam z tymi wielkościami gałganów!
— Są gałgaństwa wynikające ze zgnilizny i są upadki wypływające z nieszczęść. Ten Niepołomski nie jest przecie łotrem.