— Dobrze, dobrze... z mową ojczystą... Niech pan wiosłuje.
Nowe rzuty wioseł, tak zapalczywe, że łódź pomknęła jak rumak wyścigowy. Gdy byli już dość daleko od brzegu, rzekła:
— Pan studiuje w Genewie?
— W Lozannie, pani...
— Czy dawno?
— Już czwarty rok.
— Ach, tak...
— A pani? Jeżeli wolno zapytać...
— Ja nie studiuję ani w Genewie, ani w Lozannie...
— Jakże się cieszę! Typ naszej studentki...