— Tutaj, to jest niby... żebym wysiadł w jezioro?
— Jak pan uważa.
— Ja uważam, że tutaj naokoło jest jezioro.
— Ach, to nie do zniesienia!
— Więc pani znajduje, że w ubraniu?
— Nie jestem spragniona widoków helleńskich.
— Rozumiem. A gdybym też, dajmy na to, utonął?
— Nie przypuszczam, żeby aż do tego doszło. Zresztą gotowa jestem złożyć wieniec za 25 franków na pańskiej świeżej mogile i iść za karawanem w czarnej sukni. Mam wcale ładną czarną suknię.
— Ale z żalem w sercu, czy chociaż z odrobiną żalu?
— Z odrobiną żalu na obliczu. Kolegom pańskim to wystarczy. A i panu chyba? Przecie pan, oczywiście, nie wierzy w nieśmiertelność?