— No, jest taki. Ja niby to bełkocę ułamkami wszystkich języków, ale na grandę rozmówić się nie umiem po prawdzie żadnym. A tymczasem interesa wymagają szczegółów. Czasem to nawet warszawskiego kłapania, do licha, zapominam. Teraz ciebie zrobię swoją prawą ręką. Bo, rozumiesz, będziesz moją żoną.
— Z lewej ręki.
— Wszystko jedno. W Wiedniu zmajstrujemy paszporty.
— Wszystko to dobrze, ale co ja zyskuję na tej spółce? Jeśli ciebie złapią, z jakiejże racji ja mam odpowiadać za twoje łotrostwa?
— Mnie nikt nie złapie. Ja z katorgi wyszedłem jak gronostaj.
— Powiedz no mi, jakim sposobem wszedłeś do mnie wczoraj?
— Mam numer tutaj obok. Wszedłem tuż za tobą i opowiedziałem się jako twój mąż. Służąca wyszła od ciebie, a ja za nią, skoro się tylko zsunęła ze schodów, nimeś drzwi zamknęła.
— To spostrzegłeś, jakem wyskoczyła z wagonu?
— Che, kokoszko, nie takie ja sprawy odstawiał!
— A cóż ty zrobisz ze mną potem, potem?