Płaza-Spławski skręcił powoli cienkiego papierosa, zapalił go i mówił w sposób decydujący jak dowódca:
— Napisałaby pani do tego Szczerbica list, wzywający go, żeby do pani przyjechał do Wiednia. Niech wszystko, co ma, spienięży, albo tak ułoży, żeby można zaciągnąć na to wielkie długi. Niech pożyczy tam na miejscu na swe posiadłości nieruchome, jeśli nie ma gotówki. Bo gotówka być musi. Wyłoży mu pani, że pojedziecie do Ameryki robić pieniądze w Klondyke. Tu można będzie Nycza na niego napuścić, żeby mu rozdął imaginację w kierunku potrzeby wielkości, że to dla Polski... Pani napisze entuzjastycznie avec passion, avec tendresse179...
— No i cóż jeszcze?
— Gdy przyjedzie, według mego przekonania, musi go pani pociągnąć ku sobie wszelkimi środkami, ale zarazem trzymać w oddaleniu, żeby się męczył potężnie, a nie mógł odlecieć.
— No i jeżeli tego wszystkiego nie zechcę?...
Płaza-Spławski zamilkł, a Pochroń podjął niejako dalszy ciąg:
— Musisz, bo w przeciwnym razie wydam cię, żeś zabiła dziecko.
— Głowę sobie zaprzątasz głupstwami i głupstwami mi grozisz. To nieprawda. Gdzie masz dowody?
— Ja mam na ciebie dowody, ani się spodziewasz, jakie!
— Kto by tam w sposób podobnie ordynarny walczył z kobietą! — rzekł niecierpliwie Płaza. — Czemuż by pani nie miała się zabawić z tym Szczerbicem? Czemu? Czyżby pani, że tak powiem, kochała obecnego tu kawalera Pochronia? Jeżeli pani Szczerbica nie znosi, no to...