— Nie czytuję kalendarza — panie!

— Jak by też to było zdrobniale od Jasność?

— Oczywiście — Nitouche54.

— Ach, jakże można coś podobnego wymawiać! Chciałem powiedzieć... Ja sobie układałem, że Jasne Słoneczko, Błogousta, Jasnotka...

— Lepiej języczek trzymać zawsze za zębami. Tę cnotę nad cnotami nawet mędrcom się chwali.

— Imię!

— No, więc cóż z tego?... Dajmy na to, że powiem. I cóż z tego? Czy panu przybędzie zdrowia, szczęścia, pomyślności albo fortuny? Żeby choć Zofia albo Aniela, albo choć jaka Helena...

— A tu co?

— A tu... o wstydzie! Nie, to okropne! Nawet...

— Pani!