— Czyś już zupełnie oszalała?
— Nie oszalałam, nie! Ja nie dam wynająć tego pokoju! — wycedziła przez ściśnięte zęby.
— Pytam ci się62, Ewa, czyś oszalała?
— Jeżeli mama wynajmie ten pokój, jeżeli do tego pokoju... pierwszy lepszy się wniesie, to ja... Przysięgam mamie! Wyjdę na ulicę i, wie mama, pójdę z pierwszym lepszym!...
Stara pani nie spuszczała z niej oczu. Sama zbladła tak samo jak Ewa i trzęsła się tak samo jak ona. Chwyciła córkę za obie ręce i wciągnęła ją do pustego pokoju Łukasza. Tam ją oparła plecami o mur i w oczy zaczęła jej szeptać:
— Musisz o nim zapomnieć, musisz! Zginiesz, jeśli nie zapomnisz!
— To zginę! — odpowiedziała Ewa jednym prawdogłośnym okrzykiem. — Mama myśli, że zginąć — to dla mnie przestrach? Dla mnie zginąć!... Podła jestem sobaka, że jeszcze żyję!
— On nigdy nie dostanie rozwodu — mówiła stara nieodwołalnie. — Sprawdzałam sama w konsystorzu, chodziłam do jego adwokata. Ty myślisz, że ja jestem taka głupia jak ty.
— To niech nie dostaje. Nie dbam o rozwód!
— Więc o cóż ty dbasz? Zastanów się i powiedz, czego chcesz?