— Bardzo dużo przecierpiałam.
— I ja.
— Dlaczegożeś to zrobił?
— Musiałem.
— Raz czytałam... O jednym zdarzeniu.
— O jakim zdarzeniu?
— Że tak w hotelu wypili we dwoje jakiś tam kwas...
— Nie! Jadę do Rzymu.
— Kto, kto jedzie? — szepnęła blada jak trup. Powtórzyła to pytanie kilkakroć, jąkając się i dusząc sylabami.
— Pożyczam pieniędzy od moich hrabiów i jadę do Rzymu. Mam duże szanse, że tam rozwód wyrobię.