Dobrotliwy spoczynku kości znużonych!

W świętej ciszy nocnej pod rosą niebieską,

pod słońcem palącem

aż do zgnicia wszystkiego, co truchleje,

pod ulewnemi deszczami,

które, długo pracując, obmyją, co się ostoi.

Puchy miękkich traw, przelatujące w ciepłym wietrze!

O, urodzone z nas, kwiaty...

Wewnątrz waszych łodyg, w tkankach waszych badylów

krąży ciało i krew.