15. W odpowiedzi Arcybaszewowi i innym — drukujemy tutaj pod jednym tytułem dwa artykuły polemiczne Żeromskiego, ogłoszone w „Echu Warszawskiem”. Pierwszy — pod nagłówkiem, który tu nadajemy całości — ukazał się 25 lutego 1925 r. (Nr. 56) i był odpowiedzią na następujące pismo M. Arcybaszewa opublikowane w rosyjskim dzienniku „Za Swobodu” (Warszawa, 23 lutego 1925 r., Nr. 52): „LIST OTWARTY DO P. ŻEROMSKIEGO Szanowny Kolego! Jakkolwiek już do pewnego stopnia nauczyłem się po polsku, jednakże nie na tyle, aby móc przeczytać w oryginale ostatnią Pańską powieść Przedwiośnie. Lecz znam Pana z dawniejszych Pańskich utworów i uważam Pana za jednego z najlepszych pisarzy-artystów we współczesnej literaturze polskiej. Tem bardziej nieoczekiwana była dla mnie wiadomość, że w Pańskiej powieści znajduje się następujący passus: «Budował wraz z innymi skrytki w skalnych pieczarach i w labiryncie starych murów w celu przechowywania zakazanych książek nieprzyzwoitych wierszy Puszkina i innych pornografów». Nie dowierzając swojej znajomości polszczyzny, zwróciłem się do znajomego literata, który upewnił mię, że ostatnie zdanie brzmi właśnie tak: — ...nieprzyzwoitych wierszy Puszkina i innych pornografów. Czy w języku polskim logiczny związek wyrazów jest inny, niż w rosyjskim, czy też to zdanie rzeczywiście wyraża Pański pogląd na największego z rosyjskich poetów jako na pornografa jedynie? Mógłbym myśleć, że to jest tylko omyłka stylistyczna, ale tego trudno się spodziewać po tak subtelnym styliście, jak Pan. Przypuścić z Pańskiej strony najzupełniejszą nieznajomość literatury rosyjskiej? — nie mogę. To mogło być napisane tylko przez skrajnego szowinistę, dla którego dawna Rosja tak jest nienawistna, że nawet Puszkin jest dla niego tylko pretekstem dla wypowiedzenia własnej nienawiści. Z szacunku dla pisarza i artysty odrzucam takie przypuszczenie. Szowinista i pisarz to dla mnie pojęcia nie godzące się z sobą. Albowiem wiele jest na świecie różnych krajów i narodów, wiele czyni się pomiędzy niemi niesprawiedliwości i nawet zbrodni, ale jest i powinno być coś, co stoi wyżej i od miłości własnej ojczyzny i od nienawiści ku jej wrogom. To — sztuka, której zadaniem jest wszechludzkie zjednoczenie wbrew granicom państw, wbrew omyłkom i zbrodniom polityki. Jako obywatele swego kraju, mamy prawo żywić polityczne sympatje i antypatje, ale jako pisarze i artyści, jako słudzy wszechludzkiej kultury, powinniśmy być ponad antagonizmami narodowemi. Posługując się sztuką dla wyrównywania rachunków politycznych, dopuszczamy się największej zbrodni — zdrady wieczności dla doczesności, poniżamy i naszą własną sprawę i naszą osobistą pisarską godność. Zastosowanie do jednego z największych poetów epitetu «pornograf» jest tak niedorzeczną i potworną obrazą, że nie chcę wierzyć, żeby wyszło z ust prawdziwego pisarza. Oczywiście, wiem, i wszyscy wiedzą, że w dniach swojej młodości, w czadzie młodzieńczej łobuzerki, Puszkin napisał kilka żartobliwych i dosyć pikantnych wierszy. Lecz wiem także, że podobne nieprzyzwoite żarty wychodziły z pod pióra i wielu innych wszechświatowych poetów. W tych dniach właśnie pewien pisarz polski recytował mi wiersze Mickiewicza, których treść jest taka, że nie mogę ich tutaj przytoczyć, ale nigdy, będąc przy zdrowych zmysłach i w pełni przytomności, nie zdecydowałbym się powiedzieć: «Mickiewicz i inni pornografowie». I nietylko dlatego że wysoko cenię literaturę polską (dowiodłem tego niedawno artykułem swoim o Henryku Sienkiewiczu), ale i dlatego że, jako pisarz, należę do tego wspaniałego zakonu, którego obowiązkiem jest pracować dla zjednoczenia narodów, a nie rozpalać w nich ślepą złość nacjonalistyczną. Ten zakon — to literatura wszechświatowa. Ta literatura, dla której, zaiste, niema ani Helleńczyka ani Judejczyka, i w której każdy genjusz prawnie zajmuje swoje miejsce, z jakiegokolwiekby kraju pochodził. Nie mogę Panu wypowiedzieć jak boleśnie zranił mię ten wypadek. I, raz jeszcze, nie dlatego, że jestem Rosjaninem. Nie chcę wierzyć, że Pan napisał to, zdając sobie całkowicie sprawę ze znaczenia swoich słów. Albowiem nazbyt poważam literaturę polską, aby przypuścić z Pańskiej strony i bez protestu ze strony innych polskich pisarzy, taką bezmyślną obrazę największego rosyjskiego poety i rosyjskiej literatury wogóle.”. Dziennik „Za Swobodu” ogłosił 28 lutego 1925 r. (Nr. 57) przekład artykułu W odpowiedzi Arcybaszewowi i innym, z następującym dopiskiem Arcybaszewa: „Oznajmiając, że w odpowiedzi p. Żeromskiego znajduję zupełne dla siebie zadośćuczynienie, nie mogę równocześnie powstrzymać się od wyrażenia zarówno najgłębszego swego zadowolenia z tego, że utalentowany pisarz polski tak stanowczo się uchylił od bolszewickich pochwał, jak i pewnego zdziwienia z powodu tej części jego listu, w której mówi o mnie osobiście. Przedewszystkiem wydaje mi się bardzo dziwnem, że p. Żeromski, utożsamia mię z tymi, «którzy tej książki nie czytali, a wydają o niej swoje opinje». To w żadnej mierze nie może się odnosić do mnie, gdyż ja żadnej opinji o książce nie wypowiadałem i powieści, jako takiej, zupełnie nie tykałem. Ja w sposób zupełnie określony i ścisły zadałem pytanie w przedmiocie jednego wyrażenia, obraźliwego dla pamięci wielkiego poety, zupełnie niezależnie od treści całej powieści. Powtóre, każdy, kto czytał mój list do p. Żeromskiego, potwierdzi niewątpliwie, że nie ujawnia się w nim bynajmniej chęć «udowodnienia kto to jest Puszkin», a tem bardziej — «powiedzenia o nim czegoś nowego». Jest rzeczą aż nadto widoczną, że cel i sens mego listu były zupełnie inne. Nie wiem, o ile list mój był «per longum et latum», lecz zdaje mi się że p. Żeromski nierównie obszerniej dowodzi mi powszechnie znanej prawdy, iż pisarza nie można utożsamiać z bohaterami jego utworów. Wyrażenie, z powodu którego nastąpiła wymiana listów między nami, nie jest włożone przez p. Żeromskiego w usta czy myśli jego bohatera, lecz znajduje się w uwadze autorskiej, i dlatego nie może być mowy o «bezapelacyjnem utożsamieniu». Ta to właśnie okoliczność wywołała mój list, daleki od wszelkiej «bezceremonjalności i wymachiwania nad głową», podyktowany przez szczery ból duchowy i męczące zdumienie. Owo zdumienie wyraziłem w tem właśnie miejscu listu, w którem mówię, że wyrażenie «Puszkina i innych pornografów» mógłby napisać tylko człowiek absolutnie nie znający Puszkina, albo człowiek zaciekle nienawidzący wszystkiego co rosyjskie. Znając mię, można być pewnym, że, gdybym w sposób określony dodejrzewał o to p. Żeromskiego, to albobym wcale się do niego nie był zwrócił z «listem otwartym», albobym się był zwrócił w zupełnie innym tonie. Nie, przypuszczałem, że szanowny pisarz poprostu nie przemyślał tego wyrażenia do końca; i dziś słuszność tego przypuszczenia potwierdzona jest w zupełności przez niego samego, albowiem p. Żeromski, nazywając Puszkina największym poetą nietylko rosyjskim, ale i słowiańskim wogóle, z oburzeniem odrzuca możliwość świadomego połączenia imienia tego poety z epitetem «pornograf». Jeśli dodać do tego obietnicę szanownego pisarza, że zmieni nieszczęśliwe wyrażenie w następnem wydaniu i w tłumaczeniach swojej książki, obietnicę, której, oczywiście, święcie wierzę, to incydent można uważać za wyczerpany.”. Wcześniej jeszcze, bo 24 lutego zabrał głos w tej sprawie L[eon] K[ozłowski] na łamach „Kurjera Porannego” (Nr. 55) w artykule pod tyt. O Puszkina. Streściwszy list otwarty Arcybaszewa, dodawał od siebie co następuje: „List p. Arcybaszewa napisany z całą szczerością, która wogóle cechuje tego pisarza, wymaga zupełnie szczerej odpowiedzi. Autor Przedwiośnia z pewnością sam zechce odpowiedzieć na ten list tłumacząc, w jakiem znaczeniu i w jakiej intencji użył epitetu, który tak zabolał rosyjskiego pisarza. Epitet «pornograf» w zastosowaniu do autora Oniegina istotnie jest niespodziewany. Powieści i poematy Puszkina można dać do rąk podlotka, bez obawy zgorszenia, i nie znajdzie się w nich ani jedna z tych scen i opisów drastycznych tak zwykłych dziś nawet u bardzo szanownych autorów, których za te sceny jednak nie nazywamy «pornografami». O poecie nie stanowi kilka wierszy «swywolnych», do druku przez autora nie przeznaczonych, co do tego M. Arcybaszew ma zupełną rację. Ale pisarz rosyjski, wylewając swój kielich goryczy w liście do pisarza polskiego, wypowiada jeszcze i myśli, w których nie ma racji. Powiada, że sztuka stoi ponad nienawiścią narodów, że pisarz prawdziwy nie daje tym uczuciom wyrazu w swojej twórczości. Niestety, tak nie jest. I między innymi właśnie Puszkin jest jednym z największych artystów w literaturze, a jednak nie lubił Polski i Polaków, a uczuciom tym wyraz dawał nawet w swoich utworach poetyckich. Antypolskie wiersze Puszkina są, prawda, drobnym szczegółem w twórczości Puszkina, są zaledwie strumieniem we wspaniałem morzu jego poezji. Ale z tego strumienia zmuszano pić polskie dzieci. W szkołach rosyjskich w b. Królestwie Polskiem zmuszano młodzież polską recytować te wiersze Puszkina. Nie zachęcało to naturalnie młodzieży polskiej do zapoznawania się z poezją puszkinowską i wogóle z literaturą rosyjską, którą narzucano przemocą. Nie powinien więc dziwić się M. Arcybaszew, że to pokolenie polskie, które przeszło szkołę rusyfikacyjną, nie zna Puszkina. Dopiero teraz, przyszedł czas, kiedy polskie społeczeństwo może z dobrej i nieprzymuszonej woli zaznajamiać się z literaturą Rosji i jej największym poetą. Dowodem, że tę dobrą wolę polskie społeczeństwo ma, jest chociażby to, że krakowska Bibljoteka Narodowa w liczbie arcydzieł literatury wszechświatowej wydaje i dzieła Puszkina.”. Na te to wystąpienia odpowiedział Żeromski artykułem, który tu drukujemy pod liczbą II. Nosi on tytuł Jeszcze o swawolnych wierszach Puszkina i ukazał się 4 marca 1925 r. (Nr. 63). Przesyłając go, pisał Żeromski do p. Władysława Włocha, redaktora Echa Warszawskiego: „Przesyłam notatkę już ostatnią. Chcę zamknąć tę niemiłą rozmowę, ale chcę też powiedzieć prawdę o pornografii Puszkina. Może to zamknie usteczka wszystkim”. Leon Kozłowski odpowiedział w „Kurjerze Porannym” 9 marca (Nr. 68). Streściwszy artykuł Żeromskiego i zacytowawszy apostrofę do siebie, pisał: „Naturalnie, nigdybym nie zalecał dawać podlotkom Gawriljady’ i innych swawolnych wierszy Puszkina, których istnieniu bynajmniej nie zaprzeczałem w swoim artykule. Ale jeżeli ośmielam się powtórzyć, że «poematy i powieści Puszkina można dać do rąk podlotkom, bez obawy zgorszenia», to dlatego, że popularne, dostępne dla wszystkich wydania Puszkina tych utworów wcale nie zawierają. Tak zwane zaś «naukowe» wydania Puszkina, które przez swoją wielotomowość i obfitość komentarzy i przypisów mało są dostępne dla szerszej publiczności, zawierają z wymienionych wyżej utworów te, które istotnie do Puszkina należą, ale wykropkowane, bez tych «szczegółów i perypetyj», na których przytoczenie nie pozwala «pruderja», że użyję terminów z Przedwiośnia. Gdyby znakomity pisarz zechciał zajrzeć do jednego z tych krytycznych wydań Puszkina (np. Brockhauza), toby przekonał się przedewszystkiem, że zupełnie nie można polegać na londyńskiem wydaniu z r. 1861. Swawolne wiersze, które Puszkin czytał dla zabawy w kółku przyjaciół, zapisywane potem z pamięci, przepisywane przez amatorów rzeczy tego rodzaju, naturalnie uległy wielkiej zmianie wprzód, nim po wielu latach, po raz pierwszy zostały wydrukowane zagranicą. Dorabiano do nich «dalsze ciągi i końce», zmieniano tekst, przypisywano Puszkinowi takie rzeczy, których wcale nie pisał. Potrzeba było mrówczej, subtelnej pracy puszkinologów, aby ustalić, co istotnie należy do Puszkina w erotykach jemu przypisywanych. Otóż z utworów, które wymienia Żeromski, Puszkina jest Gawriljada — swawolny i bluźnierczy jednocześnie poemacik, wzorowany na analogicznych utworach francuskiej literatury 18 w. Puszkina jest również początek bajki Car Nikita. Wątpliwy jest wiersz Wisznia. Wszystko to są utwory młodzieńcze. Co się zaś tyczy Pierwoj noczi braka i Wieczerniej progułki, która szczególnie oburza naszego pisarza, jako rzecz «wysoce plugawa» i nosząca późniejszą datę, bo r. 1829, to te rzeczy nie figurują wcale w ustalonym w wyniku badań krytycznych spisie utworów Puszkina. Zaznaczę również dla ścisłości, że w r. 1829 nie zwracał się wcale Puszkin do Mickiewicza; wiersz Mickiewicz napisany w r. 1834, a Jeździec Miedziany, który jest poetycką odpowiedzią Puszkina na Petersburg Mickiewicza, w r. 1833... ...Ale wróćmy do swawolnych wierszy Puszkina. Bądź co bądź, los chciał, aby do rąk «podlotka» Baryki w Baku trafiło owo tak rzadkie dziś londyńskie z r. 1861 wydanie erotycznych utworów rzekomo Puszkina i one to «niejedno może w jego czystej duszy splugawiły». Wziął tę książkę z bibljoteki ojca swego. Wiemy teraz przynajmniej, kto tu zawinił: stary Baryka, bo gdyby nie przechowywał u siebie tej książki, nie mielibyśmy ani przykładu złego wpływu Puszkina na podlotków, ani polemiki dzisiejszej. Sądzę jednak, że i tu Żeromski, mając żal do Puszkina za zgubny wpływ na «podlotka», ten wpływ nieco wyolbrzymia, z dalszych bowiem losów młodego Baryki, a zwłaszcza z jego przygód w Nawłoci widzimy, że nie był on już tak zepsuty i miał o miłości czystsze i zdrowsze pojęcia niż pani Laura, która Gawriljady wcale nie czytała.”. Przedrukowując artykuły Żeromskiego według Echa Warszawskiego, kilka erratów poprawilismy według rękopisu, znajdującego się w posiadaniu p. Władysława Włocha. Z pewną częścią artykułu W odpowiedzi Arcybaszewowi i innym spokrewniony jest treściowo wywiad z Żeromskim, zreferowany przez p. M. Ładę (pod tyt. Słów kilka ze Stefanem Żeromskim) w czasopiśmie „Czyn Młodzieży” (maj 1925 r., Nr. 2). „Pomimo braku czasu i niezdrowia, — czytamy tam — Stefan Żeromski udzielił nam paru chwil rozmowy. Na rzucone... pytania [o intencjach Przedwiośnia] głębia ciemnych oczu, tych oczu, które siłą dziwnie kontrastują z siwizną głowy, zamąciła się jakby zadumą”: „A jednak, rzeczywiście, pisząc tę książkę, nie myślałem o młodzieży” — wyrzekł Żeromski. „Pokolenia wojennego i powojennego prawie nie znam — nie przeżywałem tego”. „Nie miałem też zamiaru wskazywać drogi ideowej”. „A ideał leży gdzieś blisko, obok, tylko ręką sięgnąć...”. „W Przedwiośniu chciałem uderzyć, jak to mówią, «pałką w łeb», a trafiłem w to poczciwe polskie serce”. „Ja, osobiście, widzę zapowiedź lepszego jutra w regjonaliźmie, t. j. w dążeniu do zdecentralizowania życia gospodarczego, kulturalnego i społecznego w Polsce i w pracy pozytywnej zrzeszeń inteligencji. To się już wykazuje w dokonanem niedawno porozumieniu się 144-ch stowarzyszeń intelig. i połączeniu się z takąż organizacją we Francji”. „Zrzeszona inteligencja każe zamilknąć partyjności!”. „Obecnie, jedynie praca pozytywna, twórcza i celowa jest symbolem Polski”. „Te rzeczy omówię w dziełach nad któremi pracuję”, zakończył Żeromski, „a które ukażą się wkrótce”. [przypis redakcyjny]
16. [Joseph Conrad — autor rodak]. łączymy tu dwa artykuły Żeromskiego o Conradzie, łącząc zarazem ich nagłówki. Pierwszy — pod tytułem Joseph Conrad — był ogłoszony w „Wiadomościach Literackich” 17 sierpnia 1924 r. (Nr. 33). Drugi — pod tytułem Autor Rodak — drukowany był w miesięczniku „Naokoło Świata” w lutym 1925 r. Na jego czele umieszczone tam było facsimile następującego listu Conrada, wyjaśniającego ów tytuł: „Oswalds, Bishopsbourne, Kent, 25 Marca 23. Kochany i łaskawy Panie, Przesyłam Panu moją książkę Notes on Life and Letters. Nigdy bym się [nie] ośmielił gdyby nie to że Aniela Zagórska pisała mi nie dawno że Pan życzy ją mieć. Złożona ona jest z kawałków dziennikarstwa — w każdym razie z kontrybucji do dzienników, przez długi ciąg lat. Zaraz po odczytaniu kochanego Pana wspaniałej Przedmowy do Almayer’s Folly prosiłem Anielę żeby Panu wyraziła wdzięczność moją za sprawioną mi łaskę. Co do mnie to wyznaję, że nie mam wyrazów by opisać Panu moje głębokie wzruszenie przed tem zaszczytnem świadectwem od Ojczyzny przemawiającej głosem kochanego Pana — największego Mistrza jej literatury! Składam łaskawemu Panu najserdeczniejsze dzięki za czas, myśl i pracę którą mi poświęcił, i za sympatyczne ocenienie, które odkryło rodaka w Autorze. Z największą wdzięcznością jestem kochanego Pana zawsze wiernym sługą. J. K. Korzeniowski. P. S. Książka idzie osobno jutro.”. W końcu r. 1923 Żeromski posłał Conradowi egzemplarz wydanego wtedy Międzymorza z następującą dedykacją (porów. „Ruch Literacki” 1927, str. 159): „Czcigodny Pan Joseph Conrad raczy przyjąć ten opis półwyspu na polskiem morzu, jako wyraz hołdu dla wielkiego pisarza i podziękowanie za nadesłaną książkę Notes on life and letters — od Jego wielbiciela — Stefana Żeromskiego. Warszawa, d. 27. XI. 1923.” [przypis redakcyjny]
17. Oprócz wymienionych przez Tadeusza Bobrowskiego utworów Apollo Nałęcz Korzeniowski ogłosił: Strofy oderwane przy Komedyi (przerobionej z Gribojedowa Gorie ot uma, Wilno 1856), — Batożek (komedya w 2 aktach), — Co robic z tym fantem, co go trzymam w ręku (Warszawa 1862), — Akt pierwszy (dramat, Lwów 1869). — Przełożył Alfreda de Vigny Chatterton, Victora Hugo Hernani i Marion Delorme. [przypis autorski]
18. [O wpływie literackim Francji na Polskę] — ku końcowi r. 1924 redakcja tygodnika paryskiego „Les Nouvelles Litteraires” podjęła ankietę na temat wpływu literackiego Francji zagranicą (L’Influence Littéraire de la France à l’Etranger). Do szeregu wybitnych pisarzy z najrozmaitszych krajów — „od Kanady do Przylądka Dobrej Nadziei, od Japonji do Argentyny” — wystosowano kwestjonarjusz (ułożony przez p. Edwarda Ramond) o następującem brzmieniu: „1° Jaki jest dziś stan wpływu wywieranego przez współczesną literaturę francuską na literaturę Pańskiego kraju? Czy wpływ ten wzmaga się czy maleje? 2° W jakiej dziedzinie ujawnia się on z największą siłą: w powieści, teatrze, poezji, krytyce? 3° Jaka «szkoła» czy «manjera» w Pańskiem przekonaniu najdokładniej reprezentuje ducha francuskiego? 4° Których, wreszcie, pisarzy i które dzieła ceni Pan najbardziej i które cieszą się największą sławą wśród wykształconej publiczności Pańskiego kraju?”. Poczynając od 8 listopada 1924 r. drukowały „Nouvelles Litteraires” odpowiedzi na tę ankietę z komentarzami p. Edwarda Ramond. Odpowiadali krócej lub dłużej: Keyserling, Heinrich Mann, Kasimir Edschmid i Ernst Robert Curtius (z Niemiec), Bernard Shaw i Frank Swinnerton (z Anglji), Iwan Bunin (z Rosji), księżna Bibesco, Panait Istrati i N. Iorga (z Rumunji), Selma Lagerlöf (z Szwecji), A. Wilmotte i André Baillon (z Belgji), Alfons Maseras (z Katalonji), C. F. Ramuz i Jacques Chenevière (z Szwajcarji), Abdul Hak Haamid (z Turcji), E. Gomez-Carillo i José Bergamin (z Hiszpanji), Margherita Sarfatti (z Włoch), Frances G Gibbes (ze Stanów Zjednoczonych), Tsen Tsonming (z Chin), Izrael Zangwill (jako ecrivain israélite i literat angielski zarazem), C. M. Grieve (ze Szkocji), A. Tchobanian (z Armenji), Ventura Garcia Calderon (z Peru), Olivar Asselin i Marcel Dugas (z Kanady), J. Vecozols (z Łotwy), Stefan Zweig i Artur Schnitzler (z Austrji), Ali No Rouze (z Persji), Richard Weiner (z Czechosłowacji), G. Xenopoulos (z Grecji), Johan Bojer (z Norwegji), Agostinho de Campos (z Portugalji). Odpowiedź Żeromskiego nie była wydrukowana w „Nouvelles Litteraires”. Powodu tego pominięcia redakcja mu nie wytłumaczyła. A przygotował tę odpowiedź z wielką skrupulatnością, o czem dowodnie świadczą cztery zachowane bruljony. Wybraliśmy z nich do niniejszego wydania ten, który jest najzupełniejszy i jako całość niewątpliwie najpóźniejszy: jeden bowiem ma wszelkie cechy pierwszego rzutu, a drugi i trzeci obejmują tylko dwa początkowe paragrafy. W owym pierwszym rzucie znajdujemy na końcu (przekreślone) następujące wyznanie osobiste: „Pierwsze tchnienie (subtelnej) poezyi poznałem w dzieciństwie z urywków przepisanych (ręką matki) — był to Czatterton dramat Alfreda de Vigny, tłomaczony przez poetę Apolla Korzeniowskiego, (nieznanego) ojca sławnego pisarza angielskiego Józefa Conrada-Korzeniowskiego”. (Pierwsze i trzecie z wyrażeń, ujętych tu w nawias, są później dopisane, drugie — jest skreślone). Bruljony są pisane na luźnych kartkach formatu „handlowego”. [przypis redakcyjny]
19. O potrzebie akademii literatury polskiej — niewygłoszone przemówienie przygotowane na wieczór literacko-artystyczny w d. 22 czerwca 1924 r., drukowane 6 lipca 1924 r. w „Wiadomościach Literackich” (Nr. 27). Z zachodami około idei akademji literatury wiążą się prace Żeromskiego około organizacji polskiego PEN-Clubu. Nie poświęcił tej sprawie osobnego artykułu, słowa jego wszelako do niej się odnoszące zanotowane zostały (acz niewiadomo czy dokładnie) w artykule Niestrudzona działalność organizacyjna Stefana Żeromskiego: Polski oddział P. E. N. Clubu. Wywiad specjalny Wiadomości Literackich (drukowanym w Nr. 51 tego pisma, 21 grudnia 1924 r.), podpisanym pseudonimem Ixion: „— «Przystępuję w najbliższej przyszłości — mówi nam Żeromski — do utworzenia nowego u nas literackiego ośrodka. Będzie to polski odłam głośnej instytucji P. E. N. Club w Londynie (Playwrights, Essayists, Novelists). Jest to międzynarodowy klub pisarzy, stojący zdala od wszelkiej polityki i zajmujący się wyłącznie literaturą. Należą doń najwybitniejsi pisarze Anglji, Francji, Niemiec, Włoch, Belgji, Norwegji, Holandji, Stanów Zjednoczonych i t. d.» — Jest pan członkiem honorowym tego klubu. — «Kilka miesięcy temu okazano mi ten zaszczyt. Jako członek honorowy P. E. N. Clubu otrzymałem szereg listów domagających się założenia filii polskiej. Musimy to zrobić. Będzie to jedno z naszych okien na Europę. Członkowie klubu we wszystkich krajach wyświadczają sobie wzajemnie usługi, mają w podróżach zapewnioną pomoc i opiekę ze strony oddziałów klubu, do których zwracają się przedewszystkiem po przybyciu do danego kraju. Każdy wybitniejszy pisarz, przyjeżdzając do Polski, będzie wiedział do kogo się tu zwrócić. Tak samo nasi pisarze, członkowie P. E. N. Clubu, będą mieli wszędzie szereg udogodnień. W Londynie klub zapewnia nawet kilkudniowy bezpłatny pobyt swym członkom cudzoziemcom. Można więc tworzyć tak nam potrzebny kontakt ze światem literatury zagranicą». — I zbliżenie ludzi pióra wewnątrz kraju... — «Właśnie. Dobrego zbliżenia jeszcze niema. A skutki? Mieliśmy niedawno parę przykrych doświadczeń, jak się u nas traktuje literatów». — Jak pan wyobraża sobie organizację nowego klubu? — «Musimy mieć własny lokal, gdzie moglibyśmy się z przyjemnością spotykać. Będziemy tam mieli bibljotekę i własne archiwum. Takie archiwum jest bardzo potrzebne. Gdzie, naprzykład, podziewają się rękopisy naszych najwybitniejszych pisarzy? Giną w redakcjach i drukarniach. Wszędzie na świecie rękopis jest bardzo cennym dokumentem. Tylko nie u nas. Pozatem wyłoni się szereg spraw zawodowych, które tylko w klubie ściśle literackim mogą znaleźć należytą opiekę». — Kiedy odbędzie się pierwsze zebranie organizacyjne? — «Zamierzam je zwołać jeszcze w roku bieżącym. Przewiduję, że to nie pójdzie tak łatwo, bo nasi pisarze, z krzywdą dla samych siebie, lubią chodzić samopas. Wiedzą nawet, ile na tem tracą, ale nie mogą przezwyciężyć swoich samotniczych usposobień. Wierzę jednak, że potrafimy się wreszcie zorganizować». — A tak gorąco popierana przez pana sprawa akademji literackiej? — «Myślę, że właśnie po utworzeniu klubu i w tym kierunku łatwiej będzie tę rzecz zrealizować. W tych dniach ukaże się drugie wydanie mojej broszury o konieczności powołania u nas akademji literackiej. Od czasu kiedy po raz pierwszy rzuciłem ten projekt, życie przyniosło niejeden argument na poparcie moich wywodów. Jak już pisałem w „Wiadomościach Literackich”, akademja byłaby naszym sądem sprawiedliwym, gdyż my jedni wiemy, kto w naszej sztuce jest majstrem, a kto fuszerem. Byłaby zarazem wieżą strażniczą, sygnalizującą wiekuistą nowość. Miałaby książki, czasopisma i wszelkie źródła nowe. Przez dyskusje, odczyty, rozmowy i wpływy podniosłaby poziom naszego życia, a co najważniejsza, przeniosłaby ogół pracowników z kawiarni, z jałowej i głuchej samotności, w której pokutuje rutyna i snobizm, do sali obrad, na literackie agora, gdzie ścierałyby się najświetniejsze szpady krytycyzmu. Klub, a potem akademja podniosą autorytet pisarza polskiego, tak dzisiaj niemocny». [przypis redakcyjny]
20. Przemówienie o Sienkiewiczu — przygotowane było zapewne jeszcze w końcu r. 1916 na akademję żałobną ku czci Sienkiewicza w Zakopanem. Drukujemy je z rękopisu (stanowiącego własność p. Stanisława Piołun-Noyszewskiego). Składa się on z 17 luźnych kartek linjowanego papieru (formatu 29 cm x 22 cm), zapisanych po jednej stronie i liczbowanych od 1 do 16 (ostatnia kartka jest nieliczbowana). Nagłówek brzmi: Przemówienie o Sienkiewiczu przez S. Żeromskiego. Na końcu skryptu znajduje się podpis: S. Żeromski. [przypis redakcyjny]
21. O czystość i poprawność języka — artykuł ten był ogłoszony w czasopiśmie „Język Polski” (Kraków) w r. 1916 (Nr. 5–6). Nie było to pierwsze wystąpienie Żeromskiego w obronie własnego języka. W r. 1901 w „Poradniku Językowym”, wydawanym w Krakowie przez p. Romana Zawilińskiego, w Nr. 6, w rubryce Zapytania i odpowiedzi, pojawiła się następująca notatka: „163 (A. Dr.) Nie mógł przyjść do siebie (Żeromski Utw. pow. Warsz. 1900, str. 250). Jestto rusycyzm zam. opamiętać się, przyjść do przytomności. — [Od Redakcji:] Mógłby być i germanizm, ponieważ i w niemieckiem napotykamy zwrot zu sich kommen”. Żeromski zareagował na tę notatkę listem do redakcji „Poradnika Językowego”, który został ogłoszony w Nr. 7, w rubryce Dyskusja, w następującej postaci: „CZY «PRZYJŚĆ DO SIEBIE» JEST RUSYCYZMEM? Do p. 163 w nrze 6 otrzymaliśmy od p. Stefana Żeromskiego list tej treści: «Autor notatki, ukrywający swe nazwisko pod literami A. Dr. udowodnił w niej nieznajomość dwu języków: rosyjskiego i polskiego. W języku rosyjskim niema wcale zwrotu pridti do siebia, jest natomiast tylko pridti w siebia, więc wyrażenie przyjść do siebie nie jest wcale rusycyzmem. Zwrot przezemnie użyty (przyjść do siebie) jest nawskróś, odwiecznie polskim i dziś powszechnie używanym w okolicach rdzennie polskich. Jako dowód jego polskości służy Słownik Lindego, który go cytuje, jako polski i podaje wzory użycia wyjęte: 1) z pism Skargi (Roczne dzieje kościelne) — »Zasmucony od rozumu odszedł i ledwo kiedy do siebie przychodził«, — 2) z ks. Perzyny (Lekarz wiejski) »kto się zaraz w początkach choroby kładzie, ten prędko przychodzi do siebie». Słownik Wileński, pod wyrazem przychodzić, przyjść wylicza, jako polskie zwroty: — «przyjść do siebie, przychodzi do siebie, przyszedł zupełnie do siebie (w znaczeniu) odzyskiwać przytomność, siły, zdrowie«. Jestem wielbicielem dążeń Poradnika Językowego i najżarliwiej go studyuję. Wdzięczny jestem każdemu znawcy mowy wytykającemu w pisaninach moich błąd (osobliwie rusycyzm) jeśli nim istotnie zachwaszczam język. Ale drukowanie na indeksie, gdzie uszeregowane są najgrubsze błędy gwary dziennikarskiej, zwrotów mowy najszczerzej polskich, w piśmie poświęconem czystości języka, do której wszyscy dążymy z całej duszy i ze wszystkich sił, może tylko oburzać. Upraszam Szanownego Pana Redaktora o podanie do wiadomości, że wyrażenie nie mógł przyjść do siebie — rusycyzmem ani germanizmem nie jest, że jest zwrotem czysto polskim, którego, jeśli wola czyja, używać można i należy, jak powietrza i wody».”. [przypis redakcyjny]
22. Sędzia — „Obrusitiel” — artykuł ten, którego wielką część zajmuje streszczenie powieści Pokrowskiego i wyjątki z niej, drukowany był w sześciu odcinkach „Nowej Reformy”, od 10 do 16 kwietnia 1892 r. (Nr. 83–88). Tylko ostatni odcinek jest podpisany: literami M. E. — Podobnych inicjałów (mianowicie: Maur. Eż.) użył Żeromski drukując w tem piśmie nieco wcześniej dwa Szkice etnograficzne; były to nowele: I. Do swego Boga (20 marca 1892 r., Nr. 66) i II. Poganin (25 marca 1892 r., Nr. 70), później wcielone do zbioru Rozdziobią nas kruki, wrony. Jeszcze wcześniej (15–17 lipca 1890 r.) był ogłoszony w „Nowej Reformie” (Nr. 160–162) Niedobitek („Wspomnienie. Nakreślił Stefan Omżerski”). – Do artykułu Sędzia – „obrusitiel” odnoszą się następujące słowa listu Żeromskiego do narzeczonej z 17 kwietnia 1892 r.: „Wyszedł w sześciu numerach B-w [t. j. Blednow], zapłacono zań dwadzieścia kilka reńskich”... [przypis redakcyjny]
23. Hrabia August — recenzja ta ukazała się w „Głosie” 13 września 1890 r. (Nr. 37) w rubryce Sprawozdania naukowe i literackie. [przypis redakcyjny]
24. Port w Gdyni — drukowany był (na naczelnem miejscu) w książce Pisarze polscy kresom zachodnim (Warszawa, 1925). [przypis redakcyjny]