Sprawa została odłożona do późniejszego czasu, gdyż sam Judym nie rozumiał dobrze, co tamten gada. Wiedział tylko, że z tego mieszkania stanowczo go wyleją i że drugiego w mieście bezwarunkowo nie znajdzie. To go wprawiało we wściekłość. Przeklinał hajbów, na czym świat stoi, wymyślał im po polsku i po szwajcarsku.

Wreszcie rzekł do żony:

— Ja ci otwarcie powiem, że ja tu nie myślę siedzieć.

— Gdzie?

— A tu.

— Cóż ty znowu gadasz?

— Ja rznę do Ameryki.

— Wiktor!

— To jest niewola, nie kraj! Zarabiam tu wprawdzie więcej niż w Warszawie, ale wiesz ty, ile przy Bessemerze płacą w Ameryce? Pisał mi Wąsikiewicz detalicznie. To jest dopiero pieniądz.

— Cóż ty mówisz, cóż ty mówisz... — mamrotała. — To my już do dom nigdy...