Ze wszej mocy ramienia bratobójczą pojazdą pracując, opłynął przylądek.
Zawrócił nos łodzi ku stronie rodzinnej.
Ujrzał wreszcie dziecińskie uśmiechy, białki oczy spłakane.
Matki oczy skostniałe, pytające się o tamtego.
Dał w załamane jej palce, w szale targające siwe włosy, wiadomość złowrogą, iże orkan zatopił Litaka.
Zachował przed urzędem maszopskim spokojność i godność i zimno dostojne oblicza, gdy, zataiwszy uczynek, wszystko na opak wykręcił.
Wzruszali się mężowie, mocy morza świadomi, słysząc, jako się z bratem obadwaj bronili, jako tamten, daleko wichrami porwany nie strzymał, a starszy nadaremnie go szukał w przepaściach.
Chwalili starszego Kąkola za pracę, za ofiarność, za spokój, za męstwo.
Wieść o nim poszła, od checzy do checzy, od sioła do sioła.
Trzecie morze łez wypłynęło, od tamtych nie mniejsze, ze starych oczu matczynych pod cerkwy drewnianym pułapem.