Lecz wnet radość powszechna w straszne przemieniła się czucie, gdy wśród wielkich łososi, skaczących w górę po piasku, ujrzeli nieruchomego Litaka.
Kałem morskim zwalany, a oblepiony kidzeną, z raną krwawą na czole leżał z rozkrzyżowanemi rękami.
Przyszedł oto nierychło na wołanie Józefa.
Z głębin morza dalekich, a z bełku przepadłego powrócił, żeby u stopy braterskiej jasne czoło położyć.
O niespodzianej godzinie.
*
Nie umiera nigdy zbrodnia, kiedykolwiek była dokonana, — przed tysiącoleciem, czyli dzisiaj nadedniem.
Przychodzi po tajemniczą zapłatę o niespodzianej godzinie, jako złodziej.
Lecz czyliż ma śmiertelny, — jako złodziej, — tylko na echo zbrodni, kiedykolwiek dokonanej, chciwego ucha nastawiać?
Czyliż ma słuchać tylko dzwonów, które biją z głębin morza, z miast do cna zatopionych?