— No i cóż się dalej stało w tej noweli?
— Piękny bohater truchleje z trwogi, że przepiękna bohaterka nie pozwoli mu usiąść obok siebie.
— Nieszczęśliwy! Czyż nie znajduje dokoła siebie na tym padole płaczu jakiegoś krzesełka?
— Krzesełka... nie, ale znajduje w sobie tyle odwagi, że siada obok ubóstwianej.
— Rozumie się, na brzeżku kanapy.
— Ponieważ okrągłe kanapy nie mają żadnego brzegu...
— Więc biedak stoi, a pragnąc być uprzejmym i zajmującym zrywa różę, tylko nie tę sztamową, bo te pan Świerkowski sprzedaje po piętnaście groszy za sztukę, ale tamtę, z tego dużego krzaka, pąsową...
Adaś zerwał wskazaną różę i niosąc ją ostrożnie, mówił:
— Bohater dotyka róży ustami...
Panna Wanda oparła głowę o pień drzewa i przyglądała się Wawelskiemu spod rzęs. Ledwie dostrzegalny rumieniec zabarwił jej policzki.