— Do diabła — mruknął Cedro.
— Dopraszam się łaski pana porucznika... — począł bełkotać żołnierz — sześć razy dezer... dezerto... Kije brałem trzy razy, w kajdanach... pod sądem bywałem... Nie udało mi się do swoich dostać.
— Przeszedł na polską stronę dopiero pod Sandomierzem... — dodał Olbromski. — Teraz u mnie na folwarku burmistrzuje.
— Toś, Michcik, i strony swoje zdradził dla tego panicza?
— Trza było, bo karczunku tu dużo, a pan młody.
— No, i podoba ci się w tych górach?
— Niczego. Miejsce dosyć wesołe, ino...
— Ino co?
— Ino piáchu, jak się patrzy, mało.
— Piachu mało?