— A gdzież to trza jeździć, żeby obaczyć? Do Paryża?
— Nie, na honor, tylko do Puław, do Włostowic, do Pożoga, do Końskowoli, Celejowa... cha, cha!... — śmiał się Trepka.
— Cóż bym zobaczył w owej Końskowoli?
— Wielką kulturę. Jak mamę kocham! Wielką polską kulturę... Warsztat pracy dawno już rozpoczęty, a sprawki dokonane. No, ale po temu trza być wielkim panem... Mały panek polski szuka, czego nie zgubił, po całym świecie, a jeśli co znajdzie, to...
— Tytuł hrabiowski... — rzekł Cedro do Rafała.
— A waszmość również z Wiednia zstępujesz w te powiaty? — zapytał Rafała.
— Nie, on nie z Wiednia, tylko z Warszawy.
— Reprezentanci dwu stolic na mnie jednego. Eheu me miserum!
— A jakże też pan hrabia myśli brać się do roli, jeśli spytać wolno?
— Rękami, chudopachołku, rękami i nogami.