— Wszystko, okrom polityki. Nie bawię się. Teraz dopiero widzę, żem do polityki od urodzenia był dureń. Nie mam ucha do tej melodii. Sadzić ziemniaki, orać, żąć, konie leczyć, a nawet owce — oto moja dziedzina.
— Wcale nie przeczę. A po co się do moich spraw wtrącasz! Ja politykuję...
— A no, wyznaję, nie wiedziałem.
— Musimy, uważasz, żyć. Rozumiesz?
— Rozumiem.
— Samym sadzeniem i kopaniem ziemniaków nie wyżyjesz.
— I to rozumiem.
— Gdybyśmy, się wszyscy zamknęli w borach, w polach, schowali między kupy nawozu i sterty żyta, tobyśmy do reszty zmarnieli.
— Racja! Powinniśmy leźć do Niemców.
— A tak! Tyś sam nie łaził? Nie włóczyłeś się po Francji, po Włoszech, po Niemczech?