— Ale za to co nauczą, to nauczą...
— Inaczej nie ma sposobu, boby kużden w derdy leciał za Pilicę, robić by się żadnemu nie chciało.
— Bo i prawda! Sam smyka mam pod wąsem. Aże po sercu żga, jak se pomyśleć. O, stoi, patrzy... Stój, patrzaj! Odechce ci się, jak poczujesz, jak powąchasz, czym takie chętki pachną!
— Powiadali, że szło toto między posterunki, jak ja z imością między stragany na Kleparzu.
— I co też w takim łbie usiądzie! Żeby też tego rozumu nie mieć!
— To ta młodość szelmowska, widzisz pani. Krew takiego kłuje cięgiem: idź, idź... Mierzi go, widzisz pani, miejsce...
— Jedzie, jedzie!
— Kto jedzie?
— Dragony jadą! Konnica! Zielone dragony Loewensteina!
— Białe dragony za nimi!