— A jakże się ma twoja tkliwa rana?
— Wcale dobrze.
— Teraz będziesz spał czy nie?
— Nie będę spał, panie generale.
— Na pewno?
— Na pewno, panie generale.
— Słuchajże, rycerzu. Rozkazy do marszu wyda szef sztabu, a ja się zdrzemnę jeszcze do świtu. Pojmujesz, co mówię? Zdrzemnę się do świtu. Jak tylko zacznie szarzeć, obudzisz mię. Obudzisz?
— Obudzę, panie generale.
— Namyśl się, bo gdybyś miał zasnąć...
— Obudzę, panie generale!