— Mokre wąsy...
W istocie mech pod nosem natręta wciąż się okrywał twardym szronem.
— To może na przyszły raz przyjechać już bez nich?
— Bez czego?
— A bez wąsów...
— Nie trzeba.
— Co nie trzeba?
— Nie trzeba... i tyle!
— A kiedy niemiłe...
— Mokre... powiedziałam...