Kloc stary, kloc wielgi, kloc święty w dymie, w dymie. Ogień go żre...

Pobiły żelaznemi broniami święte jelenie. Podusiły ptaki-krogulce. Gniazda zdeptały nogami. Zmaściły trawy końskiem kopytem i wycięły kosą świecącą...

Święte buki wyrąbały do cna żelazną siekierą. Upadł na ziemię buk...

Zakołysał się, nikiej gałąź od wiatru. Pełne łez zamknął oczy. Zaszlochał:

— Świstu-Świstu-Poświstu...

Chodzisz stronami, borami a po górzystych wierzchołkach. Grzmot lata po ostrych skałach, a wiater maści lipy po górach. We wody pieron twój bije, w kamienie, w chałupy, w kostnice.

Pali, tratuje...

Przychodź...

Polelu-Polelu-Polelu...

Bij z wierzchołka, z wysoka. — Strzelaj czerwoną procą!