Słyszy Walgierz w nocnem milczeniu szelest kroku. Gniew nim pomiata, że mu ostatni pogwar duszy roztrąca zbir.
Patrzą w mrok z nienawiścią kocie więźnia źrenice, oczy skąpe i podejrzliwe. Badawcze ucho chwyta szept:
— Walgierzu...
Gnuśnie milczy niewolnik. Śmieje się w duszy z szeptu nocnego, czyjkolwiek jest.
— Rycerzu... — pozywa głos.
Milczy kajdaniarz. Przebiegła jego mądrość, jak niewidzialny szpieg obchodzi wkoło szept, a opasuje go nićmi obojętnego badania.
— Książę!
Ocknął się w piersiach szloch dawny-pradawny.
— Wodzu!
Omdlałe serce wzdycha w nocy: