— Nie myśl teraz o tym, Czarusiu, Czarusieńku...
— Myśl o tobie łączy się z myślą o nim. A ja o tobie myślę i myślę. Dniem i nocą! Tylko ciebie na tej ziemi widzę! Tylko ciebie, zawsze i wszędzie! Ja szaleję bez ciebie! Ty, Lauro! Kiedy?
— Ach, kiedy... Obmyślę. Może dziś. Posadź mię teraz, a potem znowu tańcz ze mną...
— Jeżeli ten burżuj jeszcze raz nachyli się do ciebie i będzie szeptał... Co on szepce? Jak śmie szeptać? Jeżeli jeszcze raz będziesz się uśmiechać, gdy on zacznie szeptać, to zrobię taki skandal, że tu wszyscy wylecicie jak z procy.
— Bolszewiku!
Pani Laura usiadła na swym miejscu właśnie wtedy, gdy wtoczono do sali balowej na ruchomym fotelu pana Storzana. Ubrany we frak, biały krawat i kamizelkę, uczesany i swobodny — gospodarz Odolan robił głębokie wrażenie na swym łóżku ruchomym, z bezwładnymi nogami, okrytymi lekkim szalem. Całe towarzystwo skupiło się obok niego. Wrzucając wciąż i wypuszczając monokl z oczodołu, pełnego ciemności, pan Storzan witał wszystkich dawnym eleganckim gestem i miłym uśmiechem. Poruszał rękoma i zdawało się, że szasta znieruchomiałymi nogami.
— Cieszę się — mówił do dam, które go otoczyły — że na tym dzisiejszym zebraniu mogę służyć przynajmniej za jego emblemat320, za symbol.
— Jaki? Jaki emblemat? Jaki symbol? — dopytywano się ze wszech stron.
— Jestem emblematem tych wszystkich „kadłubków”, których ta zabawa ma wesprzeć. Proszę o kieliszek...
Pan Storzan ujął kieliszek, który jeden z sąsiadów podał mu niemal na klęczkach, drżącymi palcami objął jego wysmukłą nóżkę, z trudem podniósł go do góry swą suchą ręką i z wytwornym uśmiechem, pełnym w tej minucie skupionego, jakby symbolicznego cierpienia, rzekł do otaczających: