— Sama miałaby się otruć?

— Tego nie wiem. Przyszła z ogrodu z krzykiem. I oto tak się wije już z godzinę czasu.

— Otrucie nie mogłoby trwać godzinę czasu.

— Nie wiem.

Jakby na zawołanie wysunął się z pokoju lekarz. Rozejrzał się niecierpliwie po zebranych i niechętnie mruknął:

— Za późno. Kto tu z państwa jest pan Baryka?

— A co? — zapytał Cezary.

— Proszę wejść. Chora wzywa.

Cezary wszedł do pokoiku, gdzie nigdy jeszcze nie był. Uderzył go potworny wygląd twarzy Karoliny. Była cała szara, twarz miała jakby z ceraty, z czarnymi dołami pod oczyma. Wszystka bez przerwy drgała. Jęknęła:

— Panie Cezary... Żegnam pana.