— Wiem.

— Byłeś na jej grobie?

— Byłem.

— Skąd wiesz, gdzie leży?

— Od Gruzina, od księdza.

— Jakżeś trafił do mnie?

— Trafiłem... — rzekł z cichym uśmiechem Seweryn Baryka.

Oczy jego zaszły ciężkimi łzami, które pewnie w tej chwili od szeregu lat po raz pierwszy przerwały tamy męczarni jego duszy. Zaszlochał, głucho załkał na piersiach syna. Młody utulił go w ramionach. Podparł go i ugłaskał drżącymi rękoma.

— Gdzie się spotkamy? — spytał szybko Cezary.

— W nocy tu przyjdę. Będę czekał na tej pryzmie kamieni, gdzie zawsze.