— Pan lubi książki? — zapytała pani Kościeniecka siadając naprzeciwko.

— Książki? Nie bardzo. Lubię piękne oprawy.

— A samych środków, wnętrz między oprawami, już nie?

— Nie bardzo. Zresztą — czy ja wiem... Teraz nie było czasu czytać, a dawniej, gdy było można, nie było znowu chęci.

— A pan jest z których stron? Przepraszam za babską ciekawość...

— On jest z Baku... — rzekł Hipolit.

— Aż z Baku! — dziwiła się pani Laura szczerze i prawdziwie.

— Ojciec mój tam mieszkał. Matka tam umarła.

— Ale pan tutaj u nas zostanie? W naszej okolicy?

— Jakiś czas.