— A przecież jest tu młyn. Więc musi być i młynarz. Posadę młynarczyka.
— Och, jest i Tołstoj w miniaturze274!... „Posadę młynarczyka”... — szydziła.
Teraz Cezary zaczerwienił się po same uszy. Usiłował poprawić swą sytuację, zapewniając:
— Jaki tam Tołstoj! No, więc nie młynarczyka. Dobrze! To pisarczyka prowentowego275 przy rządcy.
— Nie ma tu rządcy, tylko ekonom Gruboszewski, który wszystko, co trzeba, pisze sam, jak kura pazurem, i według statutów bardzo dawnych.
— Przy Gruboszewskim ekonomie... Niech będzie przy ekonomie. Widzi pani, jaki jestem zgodny: do rany mię przyłożyć.
— A czemuż to tak koniecznie tutaj?
— Jeżeli mama pani mogła przez rok mieszkać w chłopskiej chałupie, to czemuż bym ja, zdrowe i silne chłopię, nie mógł pomieszkać, ot, na tamtej górce, w tym dworeczku? O Boże!
— Cóż by pan tutaj robił? Agitować?
— Żadnych agitacji! Gdy przyjdzie pora, to oni sami się zaagitują najlepiej. Cóż to za cierpliwy lud! Lecz przyjdzie chwila, że rozum w ten lud wejdzie. Rozum się pchać będzie drzwiami i oknami do tych chat i legowisk. Nie moja to sprawa agitacja. Ojciec mi agitacji zakazał pewnymi legendami.