dał znak, żeby przestać. Do Osta

Gadaj!

OSET

dźwignął się na ręce. Oślepłymi oczami szuka Czarowica. Jęknął

Niech... żyje...

Chrypa słowo „Polska” wbija mu pięścią w gardziel. Krew broczy z ust. Zemdlał. Wszyscy odstąpili. Wycierają chustkami ręce i spocone karki.

NACZELNIK

do Czarowica

Oto jest pańska zdobycz, pańska ligawka120, na której sobie grasz patriotyczne piosenki. Wyznaję, że ta ligawka pięknie gra. Wyciągnąłeś pan dzielnego, uczciwego chłopaka z fabryki. Zrobiłeś z niego zbrodniarza, zabójcę. A ilu takich! Stworzyłeś szkołę morderców, instytucję produkującą bandytów. Podsunąłeś mu do wykonania najśmieszniejsze zamysły. Pan jesteś romantyk, znudzony bezczynnością, błędny rycerz, szukający przygód, a on przez pana tutaj leży.

Wrócił na swe miejsce przy biurku. Drzwiczki w balustradzie zostały otwarte. Naczelnik przez chwilę patrzy na Osta leżącego nieruchomo. Uderzył w dzwonek. Drzwi środkowe otwarły się. Wszedł policjant.