Sprawiało mi niewymowną rozkosz zaciskać zęby i przysięgać panu cześć do grobu. Zacisnęłam zęby, schowałam szpony i lubiłam całymi godzinami wsłuchiwać się w ich głosy, patrzeć na morze głów szelmowskich, kiwających nad panem z politowaniem, z oburzeniem, z urągowiskiem. Polubiłam na śmierć tę pańską śpiczastą czapkę...
CZAROWIC
Uwielbiona!
Oboje zbliżają się do ławki przydrożnej. Ławka ta stoi nad basenem wodnym, w pobliżu małej śluzy. Przez drewniane stawidło spada fartuch wodny, gędźba półgłośna, wciąż jeden głos wydająca. Krystyna i Czarowic usiedli. Krystyna, pół odwrócona swoim obyczajem, patrzy w przestrzeń.
KRYSTYNA
Teraz niech mi pan opowiada jeszcze powiastki o sobie, przygody i szczegóły...
CZAROWIC
Myślałem, że pani mi powie...
KRYSTYNA
Nic nie powiem. Musi pan jeszcze uciekać stąd w świat. Niech pan ucieka!