Jesteśmy.
BOŻYSZCZE
Nareszcie.
ANZELM
Tędy przeszedł. Był jeszcze zmrok przedranny. Jesienna woń więdnących liści pierwszy raz od miesięcy tylu wionęła mu w twarz. Lekka nadwiślna mgła pozdrowiła jego oczy. Począł wołać co siły w piersiach w tę woń, w tę mgłę wariackie swoje hasło: „Niech żyje Polska niepodległa!”. Raz, drugi raz, trzeci, czwarty. I tak co krok. Bębny nie mogły zagłuszyć tego krzyku. Dopiero szybko rzucona pętlica... Spełnione już twe pragnienie...
BOŻYSZCZE
Spełnione, sługo.
ANZELM
Jakąż mi dasz nagrodę? Syna mam, panie, panie!