Zachwiałeś się wtedy na nogach i podniesionym głosem mruknąłeś ostro, żeby zamilkła. Nie zamilkła. Łagodnie uśmiechnięta mówiła: — Może to panu sprawia przykrość, ale to już niejednemu sprawiało przykrość, więc niech to pana pocieszy. Na przykład pańskiemu bratu Benedyktowi...
— Więc sprzeda się pani najbogatszemu?
— Tak jest, proszę pana.
— Gdyby to nawet był jakiś stary, wstrętny, zbogacony nikczemnik?
— A cóż mi do moralności tych panów! Ja przecież nie z przywiązania, tylko dla pieniędzy, więc to chyba wszystko jedno, jaka będzie jego duszyczka. Będę to traktowała po prostu jako pracę.
— Ach!
— Co panu?
— Nic. Słowo mię zabolało jak strasznie mocny policzek. Niech pani cofnie to słowo!
— Pan chciałby, żebym ja z ukochanym młodzieńcem we dwu izdebkach cuchnących, przy kuchennych schodach... I ów „obiadek skromny, ale smaczny...”. A moja sztuka, to jako dodatek, w wolnych chwilach, poza wszystkimi pieluchami i mężowską bielizną — lub też, owszem, jako zarobek rodziny, ręczne pokupne malowanie, zaaprobowane przez znawców i popychane między znajomymi, uczciwymi rodzinami. Z drugiej strony przebolałby pan, ale jako dozgonne, kościelne małżeństwo, choćby też i ze starym radcą towarzystwa kredytowego. Może być sprzedaż, ale raz na zawsze. Może być zmiana, ale tajna. Nie, panie! Ja jestem straszna, nadchodząca kobieta. Chcę mieć czarującą bieliznę, tak cudną bieliznę z Maison Blanc, żebym się w niej sama sobą mogła zachwycać. Chcę mieć suknie, które by zwracały uwagę na Ringach i przed paryską operą, kapelusze czyniące z nas podobieństwa kwiatów, perfumy zmuszające do marzeń. Muszę mieć automobil, kufry do podróży, jak Duse67, jeździć sleepingami zadumana, półsenna... Będę wprowadzała w modę wuale, piękniejsze niż wuale Bellincioni, będę zawsze w zimie w Paryżu, na wiosnę w Rzymie, latem nad oceanem albo w górach. Dla mnie musi być świat, miasta z tysiącletnią przeszłością i bajeczną, nowoczesną kulturą, cudowne morza Nicei i Raguzy i góry siwe od śniegu. Dla mnie wynalazki genialnych głodomorów i komfort w pocie wydoskonalony przez lokajów. Ja nie chcę służyć światu, lecz chcę, żeby on mi służył. Wszelkie idee służenia światu chętnie i bez pretensji odstępuję Żydówkom, Rosjankom i rodaczkom, które „cierpią” już to w cukierniach krakowskich, już w „Serbii”...
— A jeżeli panią rzuci ów pierwszy?