— Tam, gdzie sprzedają te kwiaty... Śniłem, że zatrzymamy się na chwilę. Kupię wielki pąk omdlałych, damasceńskich róż i trzy pąsowe indyjskie róże. Wejdziemy po schodach Trinita dei Monti ku Pincio, ociężali od zapachu.

— Jaki prześliczny sen! Prawie jakbym go sama widziała...

— Zatrzymamy się na placu przed tym starym narożnym domem, na którego froncie — czy pani pamięta? — są herby prastare Polski, przed domem, żal się Boże! — ambasady polskiej w Rzymie. To przecie rzecz nie do wiary: ambasada polska... Jak to brzmi dziwacznie i śmiesznie... Tylekroć marzyłem, że kupię ten dom, gdzie ongi mieściło się poselstwo polskie od czasów Sobieskiego — że ten dom wyrestauruję i uczynię zeń nowoczesną ambasadę sztuki polskiej, muzeum i dom dla artystów. Sądziłem, że z panią kiedyś będę nad tym gorąco pracował, że tam będą corocznie wystawiane serie artyzmu: Matejko, Grottger, Pruszkowski, Malczewski, Wyczółkowski, Ruszczyc, Stanisławski, Wyspiański, Dunikowski — i wszyscy oni, którzy stanowią skarb Polski nowej. Żal się Boże! Żal się Boże!

— Jakiż pan jest — przepraszam — naiwny społecznik! Nic w panu nie ma właśnie artysty, człowieka obojętnego na owe ojczyzny, ambasady, muzea, nic nie ma zdobywcy, który szuka żeru dla swej duszy, żeby mogła żyć szeroko i gwałtownie.

Roześmiałeś się wtedy głośno i szorstko. Ona rzekła z naciskiem:

— Zmieńcie życie, podepczcie i poszarpcie jego podłość, jego niewolę, jego bezdenną obłudę. Wtedy dopiero i ja zmienię swój sposób widzenia rzeczywistości. Teraz ja wam się nie oddam w niewolę!

Pamiętasz blask elektrycznych księżyców, który ci wtedy w oczy złowieszczo zaświecił? Widziałem drżenie twoich ramion, żeby zadusić podłość życia, które ci ją wydzierało, albo zadusić siebie, bezsilnego niewolnika. Widziałem jak na dłoni myśl, żeby wyrwać z kieszeni rewolwer i roztrzaskać sobie głowę w jej czarnych, aksamitnych, spokojnych oczach. Widziałem myśl, czy by nie najlepiej, najrozumniej i najkrócej było ją przede wszystkim — starym obyczajem — położyć trupem...

CZAROWIC

głosem głuchym

Słuchaj... Tak wszystko wiesz, pamiętasz, umiesz na pamięć — czy nie mógłbyś udać jej głosu, przypomnieć brzmienia jej słów...