— W tamtych pokojach jeszcze mieszka dawno zmarły brat pana Rudeckiego, Dominik.
Oficerowie zachichotali. Major spytał:
— A i pani widziała to może, jak tam mieszka ów zmarły?
— Widzieć nie widziałam, alem słyszała, jak tam u siebie gospodaruje, chodzi, trzaska, przerzuca beczki z miejsca na miejsce...
Oficerowie spojrzeli po sobie, porozumiewając się oczyma, że tu leży wybieg. Któryś z nich popchnął Szczepana Podkurka, żeby szedł przodem i świecił latarnią. Ale kucharz szarpnął się i cofnął, mówiąc:
— Niechże se też jaśnie państwo samo idzie...
— Milcz i — naprzód!
— Przyszliście i pójdziecie, a ja tu muszę z nim ostać...
— Z kim, durniu?
— Z panem, z Dominikiem.