Panna Salomea pozostała w pokoiku sama, w głębokim pogrążona zamyśleniu. Obok niej na stole płonęła latarnia, oświetlająca twarz i postać. Wojownicy zgromadzeni w salonie patrzeli ze swych miejsc na pannę Miję i nie mogli oderwać od niej oczu. Pewien chudy, kościsty blondyn z długimi wąsami leżąc na dywanie potrącił nogą towarzysza i szepnął z westchnieniem:
— Ależ dziewka!
— Krasawica... — zgodził się tamten.
— Raskrasawica! — dorzucił trzeci niepytany.
Po chwili znów rozszerzył się między nimi szept:
— Ależ dziewczyna!
Major, stękający na najszerszej sofie, mruknął do zachwyconych:
— No, panowie, dajcie no pokój tym szeptom. Spać trzeba, nie szeptać...
— Spać tu trudno...
— Zamknąć oczy i spać...