— Na śmierć mnie zabiją. Łeb mi obedrą.
— No, to wycierpisz.
Ten argument jakoś trafił do jej przekonania. Uspokoiła się, zapytała jeszcze.
— Kto by pojechał?
— Ja sama.
— To nikt nie będzie wiedział?
— Nikt! Ja i ty.
— Jak zobaczą, jak oni zrozumieją, kto to zrobił, dopiero zaczną bić, dopiero zaczną!...
— Mojaże niedotknięta, delikacik!
— Ten, co przyjechał... On ma taki kańczug!...