— E — puścić toto... — ktoś mruknął z cicha.

— Bo i prawda — niech ta lezie skąd przyszło.

— Aby do wsi nie szło, to wygonem — nie nasze dzieło.

— Kwardego, co się bije i ludziom we łbach mąci, wiadomo, odstawiaj. Ale takie ta ciaciastwo wiązać...

— Przecie krześcijan...

— A juści! — wrzasnął sołtys — po śladach przyjdą, zobaczą, że my go w rękach mieli i wolno puścili... Ty wtedy za mnie zaświarczysz, mądrala, ty będziesz nahaje brał?...

— No, ja ta nie sołtys. Wiązać, to wiązać.

— Postronka by trza...

— Skocz ta który, postronek przynieść...

— A to niech skoczy który z brzega!