— Jeden tutaj...
— Kto taki?
— Jeden kuzyn.
— Kochałaś tamtego?
— Nie.
— Więc dlaczego dałaś mu się całować?
— Bo mi się dosyć podobał.
To wyznanie zdawało się dodawać księżnie mocy. Głos jej stał się pewniejszy. Przebijała się przez ten głos niezwyciężona i zwycięska siła jasnego rozumu.
— Słuchaj, dziecko! Czy chcesz, żeby Józef poszedł znowu do partii?
— Och, nie!